O Zajączku, Jajeczku i Promyczku: Baśń o Uratowanej Wielkanocy
W Krainie Wiecznej Wiosny, tam gdzie trawa zawsze pachnie młodym szczypiorkiem, a strumienie szemrzą radosne piosenki, mieszkał mały zajączek o imieniu Pędziwiatr. Pędziwiatr nie był zwykłym zającem – miał futerko miękkie jak najdelikatniejszy mech i uszy tak czujne, że słyszał, jak rozkwitają pierwsze przebiśniegi.
Pewnego ranka, tuż przed Wielkanocą, Pędziwiatr znalazł pod starym dębem coś niezwykłego. Było to Jajeczko, ale nie takie zwyczajne ze spiżarni. Jajeczko było śnieżnobiałe, lśniło perłową poświatą i... potrafiło mówić!
– Witaj, Pędziwiatrze – odezwało się Jajeczko cichym, dzwoniącym głosem. – Jestem Jajeczkiem Nadziei. Muszę dotrzeć na szczyt Kryształowej Góry przed wschodem wielkanocnego słońca, aby moje kolory mogły rozlać się po całym świecie. Bez nich Wielkanoc będzie szara i smutna.
Zajączek, choć mały, miał wielkie serce. Wiedział, że droga na Kryształową Górę jest daleka i pełna zagadek. Bez wahania przygotował swój wiklinowy koszyczek, wyścielił go miękką watą i ostrożnie umieścił w nim Jajeczko.
Gdy tylko wyruszyli, słońce nagle schowało się za gęstymi, grafitowymi chmurami. Zrobiło się zimno, a ścieżka zaczęła znikać w mroku. Wtedy usłyszeli ciche popiskiwanie. Za krzakiem forsycji migotało coś małego i złocistego.
– Kim jesteś? – zapytał Pędziwiatr, mrużąc oczy. – Jestem Promyczek – odpowiedziało maleństwo. – Oddzieliłem się od pierwszej wiosennej zorzy i zgubiłem drogę do słońca. Moje skrzydełka zmarzły i nie mogę już latać.
Zajączek uśmiechnął się przyjaźnie. – Nie martw się, Promyczku. My idziemy na Kryształową Górę. Chodź z nami! Twoje światło wskaże nam drogę, a ciepło mojego futerka i blask Jajeczka na pewno cię ogrzeją.
I tak rozpoczęła się ich wielka przygoda. Szli przez Las Zapomnianych Szeptów, gdzie drzewa próbowały ich zagadać, by zboczyli z trasy. Promyczek świecił wtedy tak mocno, że iluzje znikały, a Jajeczko śpiewało kojące kołysanki, które uspokajały strach zajączka.
Kiedy dotarli do podnóża góry, okazało się, że ścieżka jest bardzo stroma i śliska od porannej rosy. Pędziwiatr musiał wykazać się niezwykłą zręcznością. Skakał z kamienia na kamień, chroniąc koszyczek przed wstrząsami. Promyczek, który dzięki ciepłu odzyskał siły, unosił się nad nimi, oświetlając każdy bezpieczny stopień.
Tuż przed samym świtem stanęli na szczycie. Wtedy stało się coś magicznego. Pierwszy promień prawdziwego słońca dotknął Jajeczka Nadziei. W tym samym momencie Jajeczko zaczęło wirować, a z jego perłowej skorupki wytrysnęły miliony barw: błękit nieba, zieleń młodych listków, żółć żonkili i fiolet krokusów.
Promyczek złączył się ze słońcem, stając się najjaśniejszym punktem na niebie, a Pędziwiatr patrzył z zachwytem, jak cały świat na dole budzi się do życia w radosnych, wielkanocnych kolorach.
– Udało się! – zawołało Jajeczko, które teraz mieniło się wszystkimi barwami tęczy. – Dzięki waszej współpracy, Wielkanoc będzie najpiękniejsza na świecie.
Od tamtej pory mówi się, że każdy kolor na wielkanocnej pisance to zasługa tamtej wędrówki. A jeśli w wielkanocny poranek zobaczysz na trawie mignięcie złotego światła i puszysty ogonek znikający w zaroślach, wiedz, że to Pędziwiatr i Promyczek świętują kolejną wygraną ze smutkiem i szarością.
Bo w Wielkanoc nikt nie powinien być sam, a najtrudniejsze góry zdobywa się wspólnie.


